Archiwum dla marzec 2009
Paryż i Holly między niebem a piekłem.
Przebrnąć przez zdjęcia z Paryża nie jest łatwo. Cały czas w nich grzebie i grzebie. Broń boże ich nie będę obrabiać bo bym chyba wszystkie włosy straciła
Poza tym ja nigdy fotografem streetowym nie bede pomimo, ze cholernie lubie lazic z aparatem po miejscach, ktore dopiero odkrywam
Tak wiec traktuje te foty z przymruzeniem oka i bardziej jako pamiatka niz wyczyc foto
najpierw odrobine shotów z życia miasta.

wieczorami też było przyjemnie. gdyby nie to, ze Angole wszedzie chca jezdzic kolejka i jedyna ich rozrywka to zakupy
wieczorem odwiedzilismy pierwszego dnia wieze eiffela, potem moulin rouge z cala ulica sexshopow, mrugajacych do Ciebie facetow i mnostwem neonow a ostatniego wieczora romantyczne montmarte i moja ukochana bazylika sacre-coeur.

w dzien czas na luk triumfalny, la defence, centrum pompidoue przy ktorym mieszkalismy w zasadzie, galeria davida la chapelle, katedra notre dame- nie pokazuje wszystkich bo sie nie da tego ogarnac. dodatkowo zdjecie sacre-coeur.

trochę rowerów i psów, nie byłabym sobą przecież.

ja i moi znajomi na koniec dla dodania smaczku
Paryz jeszcze sie przewinie moze jak bede miala jakis nudniejszy dzien i zaczne wyciagac starocie

jutro jeszcze poskanuje zdjecia z Paryza z przedwiecznego filmu z roku 97 (slajd wolany w c41) w zasadzie po kliszy juz widze, ze kilka fot wyszlo jakis dziwnych
ale jutro zobaczymy co tam sie dokladnie słuczyło.
no i teraz czas na Holly. stalo sie z nia cos niesamowitego na tym filmie… bylam tak maksymalnie zaskoczona efektem, ze przez dlugi czas sama nie wiedzialam, czy mi sie te zdjecia podobaja.
po dluzszym czasie przebywania z nimi, przygladajac sie im i gadajac sobie do nich i chyba nawet bardzo je lubie… mam nadzieje, ze i komus z was sie spodobaja.

tak więc enjoy i do jutra
na palcach.
dziwne to wszystko. zwykle idę po ulicy i takimi skrawkami myśli wypadają mi ustami. i sobie wtedy znowu bardzo szybciutko myślę: o h w ł a ś n i e t o powinnam napisać. gdzieś powinnam to umieścić.
dużo tracę przez swoją nieuwagę.
przyjechałam z Polski i doskonale się przez cały miesiąc bawiłam. imprezy, tańce, trochę alkoholu, trochę papierosów, dużo zdjęć- nowa dieta plus prawie zero spojrzeń w lustro. nie umiem już na siebie patrzeć. nie wiem w którym momencie tak mocno sobie zbrzydłam. nie lubię o tym myśleć jak nijaka dla siebie jestem, przeraża mnie to okropnie.
wymęczyłam Holly po stokroć. zrobiłam jej ze dwa tysiące zdjęć. wyszłam w końcu do ludzi. poznałam nowych. boże- ile ja się w końcu śmiałam. w Polsce przez te 10 dni odżyłam. stałam się z powrotem tą Tosią, która przyjechała do Anglii we wrześniu. może trochę bogatsza o nowe doświadczenia, ale z powrotem byłam szczęśliwa.


no i nie pisałam tutaj. zawsze jak jestem szczęśliwa tak strasznie szkoda mi czasu na dzielenie się tym szczęściem z Internetem. a może jednak powinnam- abym potem mogła czytać nie tylko te zapisy z paskudnych chwil w moim życiu, ale żebym mogła też się uśmiechać do tych fajniejszych wspomnień.
w środę już będę w domu. dom. ojak jestem w Warszawie tęsknię za Radkiem i borsukowem, jak jestem u Radka tęsknię za domem, w borsukowie tęsknie za wszystkim co ciepłe i kojarzące się z miłością. jednak muszę się do tego przyznać, że moje borsukowo też pokochałam na swój sposób. i też czuję się tutaj w pewnym sensie jak w domu. dużo mam tych domów i niezmiernie mnie to cieszy. samotność to najgorsze cierpienie.
Paryżowe wspominki plus dodatkowa holly filmowa w poniedziałek.