Archiwum dla luty 3rd, 2009
moja mała prywatna Narnia.
wczoraj śnieg zaskoczył mnie niemniej niż samych Anglików. zostałam obudzona smsem od menagerki (6.30 rano…) abym wyjżała przez okno, bo tak pięknie sypie śnieg… odsłoniłam zasłonki… no i ogólnie pomimo ciemności na zewnątrz poczułam się jakby ktoś mnie oślepił. cudowny, biały puch! tak bardzo chciałam przecież śnieg… władowałam się szczęśliwa z powrotem pod kołdrę, przytuliłam do Miśka i z powrotem zasnęłam.
no nic. po ponownej pobudce, po milych wieściach, że angole nie wiedza co się z nadmierna iloscia sniegu robi i ze uniwerek zamkniety na cztery spusty, autobusy nie jezdza i ogolnie wszyscy ustknelismy na naszym najpiekniejszym zadupiu przedmiesc londynskich ja stwierdzilam, ze warto to wszystko jakos wykorzystac.
poszłam na spacer. moja cudowna, najpiękniejsza Narnia. jakbym mogla to przytulilabym się do każdego drzewa, zasnelabym w tym śniegu. coś pięknego.



ja na nogach adidasy, bo innych butow nie posiadam (kozaki czekaja na naprawę). przemokłam, ale o ile szczęśliwsza wróciłam do domu




bez wygłupów i nic nie wnoszących autek nie byłabym sobą
miałam ochotę wytarmosić się w tym śniegu tak jak zawsze robiłam z moim psem- ale cały czas pamiętałam o mojej ostatniej chorobie i chyba tylko te myśli mnie uratowały przed zrobieniem tego




no a jak w gre już weszła moja kocia maska- ha! w końcu można było pokazać swoją prawdziwą twarz
a raczej mordkę.


i moje ulubione. furia, dzikość. czasami tak bardzo chciałabym po prostu gdzieś uciec, zaszyć się. odpocząć.

potem dorwałam Dominikę –> efekty na www.mariea.digart.pl/digarty
a tutaj parę zdjęć z przerw pomiędzy ujęciami



Dominika zamarzła, więc wyciągnęłam Olge- Boże, czy tylko ja jestem odporna na zimno? Mój nikon tez już miał powoli dość- trzeba było go ogrzewać oddechem
No z Olgą się pobawiłyśmy zacnie, rozebrała mi się Kobietka szalona- mi pod koniec już było zimno od samego patrzenia na nią chociażby



trzeba było też trochę poszaleć- z nią się nie da inaczej.
przecudowna dziewczyna. najbliższa mi jednak tutaj.


lubię ten efekt. i zakochana w kolorach jestem.
no ale finalnie z Olgi zrobiłam wampira i tak to mniej więcej wygląda

no a tak absolutnie prywatnie- muzycznie teraz. brakuje mi dotyku. ciepła. brakuje mi Jego. doskonale to można odczuć rozmawiając ze mną. i strasznie, cholernie tęsknię. za wszystkim, za wszystkimi. aż mnie boli ta tęsknota czasami.
tak o dotyku właśnie. i o jednych z moich najlepszych wakacji. ta muzyka zawsze będzie mi przypominać słońce.
mam wiele marzeń, często o nich mówię, piszę. są dwa o których wiem tylko ja i jak już kiedyś pisałam nic nikomu o nich nie powiem dopóki się nie spełnią. ale mam też takie jedno (z tysiąca) o którym mogę powiedzieć.
cholernie, cholernie marzę o tym, aby nauczyć się tańczyć tango. choćbym miała uczyć się go rok, dwa, chciałabym je umieć tańczyć.
dzisiaj wyszperałam w sieci kilka, które znam i lubię, inne, które dopiero odkryłam
ah. no i tym właśnie muzyczno tanecznym akcentem zakończę na dziś i udam się w stronę kuchni gotować spaghetti na jakże romantyczny, samotny wieczór z książką i borsukami. adios amigos.