chciałabym.
chciałabym być chuda.
chciałabym być bliżej. /czego księżniczko?
chciałąbym aby to wszystko było prostsze.
chciałabym aby znowu słoneczny dzień był dla mnie powodem do cholernego szczęścia.
chciałabym znowu mieć przyjaciółkę.
chciałabym się w tym wszystkim jakoś odnaleźć.
chciałabym znaleźć w tym wszystkim jakiś sens.
bo to wszystko gdzieś po drodze mi uciekło. znikneło mi z horyzontu i ja zostałam tak właśnie. przychodzę trzy razy w tygodniuna to wzgórze. łapię powietrze w płuca. myślę: o jak tu cudownie. o ile lepiej niż w Warszawie, gdzie ja bym miała takie widoki? takie niebo? takie możliwości? takich ludzi, miająjących mnie tutaj właśnie tak, trzy razy w tygodniu. och jak tu pięknie sobie myślę. myślę tak za każdym razem jak wsiadam do autobusu z chalfont do high wycombe i mijam te wszystkie znane mi już pola, krowy, konie, gospodarstwa, piękne wille, małe domki z popsutymi albo i nie dachami. i wzdycham tak tylko, czasami z zachwytem. czasami z żalem. i pokochałam samoloty. samolot to nadzieja, to wolność, to powrót do domu i do tego co mi jest bliskie. znowu jak jestem w domu to tęsknię za odpowiedzialnością, niezależnością i tęsknotą za domem. zrobiłam się strasznie smutną i skomplikowaną dziewczyną.
mdli mnie z obawy. że zostanę sama. że nie będę doskonała. że nie jestem dostatecznie dobra.
i cały czas tłucze mi się myśl głowie: mniej.mniej. mniej wszystkiego. minimalizm.
głowa mnie boli już od tego wszystkiego. wpadam w jakiś zamknięty krąg z którego można wyjść po prostu coś robiąć. ale ja nie wyobrażam sobie tak po prostu zacząć. strasznie wydaje mi się to skomplikowane.
cholernie mi marzną dłonie, stopy. w serce mi zimno też.
wschody czasami mamy ładne, choć trochę przerażające….
bałagan myśli porozrzucane sketchbooki. no dosłownie nic nie mogę zacząć robić.
jak ja kocham te małe, futrzase zwierzątka tutaj….
idę sobie zrobić budyń.
może mi poprawi humor. źle mi się śni. nawet Madera śniła mi się z burzowymi chmurami, chorobami, wielkimi falami, wysokimi schodami, moim tatą, który musiał wracać do pracy i samymi trudnościami.
powiedzcie mi, co się dzieje?



Nie wiem, co sie dzieje, ale wiem, ze czytajac Twoje slowa poczulam, jakbym patrzyla w lustro. Czuje sie od pewnego czasu bardzo podobnie. Niedoskonala, kochana ale niekochana, sama, mimo ze tu pelno ludzi, mam mase roboty na uczelni, wiem, ze mam, ale jakos… Nie umiem zaczac. Olowek wypada mi z reki. Robie duzo, duzo zdjec, a potem po prostu zostawiam je na dysku, nawet nie mam ochoty na nie patrzec…
Wiec przytulam Cie mocno, to cos, czego ja teraz bardzo potrzebuje, wiec moze i Tobe bedzie lzej.
Trzymaj sie tam, Sliczna :*
alchornea
listopad 23, 2008 at 11:53 pm
:**
będzie cieplej.
Pisać znowu?
iwakinga
listopad 25, 2008 at 8:58 pm
tak często ostatnio mówię ‘chciałabym…’
n.
listopad 27, 2008 at 6:36 pm