Archiwum dla listopad 2008
po drugiej stronie lustra
raz jestem histerycznie szczęśliwa, innym razem mam ochotę tylko zasnąć i obudzić się nigdy. huśtawki nastrojów powoli mnie zaczynają męczyć. więc postanowiłam zająć się czymkolwiek. wychodzić częściej, czytać więcej, oglądać, cykać. nie rozstawać się z aparatem. zaczynam nosić ze sobą zenita.
czasami przejdę na drugą stronę lustra. a tam jest tak kolorow, psychodelicznie, zupełnie inaczej. aby przejść wystarczy włączyć ulubioną muzykę. zatonąć w niej. umrzeć i odrodzić się jeszcze raz.
czasami boję się, że to wszystko po prostu zniknie, odleci? nie wiem sama już jak mam się zachowywać aby było dobrze, bo chyba chcę za dużo?
na ścianie mam wiele historii. między innymi o pięknych kobietach i o nogach. lubię nogi. zawsze miałam dziwne fetysze związane z nogami.
a wieczorami jem czasami kisiel, czasami budyń a czasami robię sobie herbatę i piję ją sama. czasami zadzwonie do domu i staram się wypić tę herbatę z mamą przez telefon, żeby ta całą czynność była choć troche mniej samotna.
i mam kakao. pasztet. kisiel, gorący kubek. i duzo musli.
ale ogólnie naprawdę nie jest tutaj aż tak źle. owce są, konie. koni dużo jest…
chciałabym.
chciałabym być chuda.
chciałabym być bliżej. /czego księżniczko?
chciałąbym aby to wszystko było prostsze.
chciałabym aby znowu słoneczny dzień był dla mnie powodem do cholernego szczęścia.
chciałabym znowu mieć przyjaciółkę.
chciałabym się w tym wszystkim jakoś odnaleźć.
chciałabym znaleźć w tym wszystkim jakiś sens.
bo to wszystko gdzieś po drodze mi uciekło. znikneło mi z horyzontu i ja zostałam tak właśnie. przychodzę trzy razy w tygodniuna to wzgórze. łapię powietrze w płuca. myślę: o jak tu cudownie. o ile lepiej niż w Warszawie, gdzie ja bym miała takie widoki? takie niebo? takie możliwości? takich ludzi, miająjących mnie tutaj właśnie tak, trzy razy w tygodniu. och jak tu pięknie sobie myślę. myślę tak za każdym razem jak wsiadam do autobusu z chalfont do high wycombe i mijam te wszystkie znane mi już pola, krowy, konie, gospodarstwa, piękne wille, małe domki z popsutymi albo i nie dachami. i wzdycham tak tylko, czasami z zachwytem. czasami z żalem. i pokochałam samoloty. samolot to nadzieja, to wolność, to powrót do domu i do tego co mi jest bliskie. znowu jak jestem w domu to tęsknię za odpowiedzialnością, niezależnością i tęsknotą za domem. zrobiłam się strasznie smutną i skomplikowaną dziewczyną.
mdli mnie z obawy. że zostanę sama. że nie będę doskonała. że nie jestem dostatecznie dobra.
i cały czas tłucze mi się myśl głowie: mniej.mniej. mniej wszystkiego. minimalizm.
głowa mnie boli już od tego wszystkiego. wpadam w jakiś zamknięty krąg z którego można wyjść po prostu coś robiąć. ale ja nie wyobrażam sobie tak po prostu zacząć. strasznie wydaje mi się to skomplikowane.
cholernie mi marzną dłonie, stopy. w serce mi zimno też.
wschody czasami mamy ładne, choć trochę przerażające….
bałagan myśli porozrzucane sketchbooki. no dosłownie nic nie mogę zacząć robić.
jak ja kocham te małe, futrzase zwierzątka tutaj….
idę sobie zrobić budyń.
może mi poprawi humor. źle mi się śni. nawet Madera śniła mi się z burzowymi chmurami, chorobami, wielkimi falami, wysokimi schodami, moim tatą, który musiał wracać do pracy i samymi trudnościami.
powiedzcie mi, co się dzieje?
góry i doliny.
dzisiaj zawitała dolina. znowu odruchy wymiotne na samą myśl o jedzeniu, wracają stare myśli i obsesje. a już myślałam, że o tym zapomniałam. im jestem dłużej zdana na siebie tym częściej zaczynam o tym wszystkim myśleć i mierzyć swoją wartość tym co stracone. jednocześnie dopingujące, z drugiej strony cholernie dołujące.
następna wypłata- inwestycja w wagę. przynajmniej może to uda mi się tutaj kontrolować.
i caly czas jedno zdanie w glowie mi sie kolacze. ociera czasami lzy.
czekajac na magiczny 26 grudnia…. przyjedz juz.
Potrzeba futrzastej bliskości.
Bo było mi zimno, bo było mi strasznie smutno, tęskno i jakoś tak… cholernie samotnie to sobie kota narysowałam:
Odliczam dni do Twojego przyjazdu Radku.
Jutro będzie 5 tygodni. Szybko zleci….
Cieszę się, że w końcu się zmusiłam do reaktywacji wordpressa. Jak tutaj piszę to wszystko mi się jakoś układa odpowiednio…
Witam z powrotem. Ile jeszcze takich powrotów będzie? Zawsze, jak coś się zmieni w moim życiu?














