Un Moment

Delicatement

week-end.

Skomentuj »

zaczął się burzliwie w piątek, szybko trwał w sobotę i zakończył się bardzo leniwie w niedzielę. jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi, która w końcu umie doceniać to, co dostała od losu. tak, zaczynam w końcu zupełnie inaczej rozumować.

w piątek niby burzowo, ale powiem wam, że po raz pierwszy wróciłam się z balkonu po aparat do domu aby cyknąć głupie zdjęcie nieba i chmurek. ten kolor nieba mnie oczarował. jeden z najpiękniejszych zachodów tego lata na Warszawskim Bemowie :)

Potem impreza urodzinowa przyjaciółki- syknęła jej 20! stara dupa :D I wracanie ponad godzinę różnymi nocnymi autobusami z Radkiem :) Porażka. Warszawa ssie pod tym względem. Wszystko jest tak daleko od siebie…

Sobota jeden wielki bieg, trochę złości, dużo śmiechu i ogólnie bardzo pozytywne wibrację. Lubię takie dni.

No i słoneczna, wietrzna niedziela i chore ramię Radka.  Odkryłam w sobie różne cechy charakteru, które byly kiedyś mi tak obce. To jest niesamowite jak ja sama czuję ile się we mnie zmieniło. Ile bardziej pozytywna się stałam, teraz staram się rozumieć- nie atakować, choć czasami jeszcze jednak nie umiem nad sobą zapanować. Ale mam czas jeszcze to wszystko doszlifować. :)

jesteśmy mega wypaśni jak robimy sobie wspólne foty próbne :D

na dzisiejszym spacerze udało mi się złapać moją kochana 50 świetnego Kota. żałowałam, że nie miałam w smie dłuższego obiektywu. ciężko się z 50, czy 70 poluje na dzikie, albo pseudo- udomowione futrzaki. :)

no i na koniec taki słodki obrazek. aż sama się sobie dziwie, że potrafię być tak po prostu szczęśliwa. bez kłopotów. pretensji. bez kłótni, awantur, wyrzucania sobie różnych rzeczy w przypływie złości, czy wytykania wad. jest po prostu partnerstwo. ja tak to odczuwam.

tak jestem SZCZĘŚLIWA. i zakochana :)

Written by ivre

lipiec 27, 2008 @ 9:37 pm

Napisane w Uncategorized

Dodaj komentarz