Archiwum dla marzec 2008
Geografia.
Dziecko sobie znalazło zabawę podczas nauki do egzaminu dojrzałości z geografii. Co prawda nie mam pojęcia, co ma dojrzałość do geografii ale myślę, że nie ma co w to wnikać
Bądź, co bądź zainspirowana pewnym zdjęciem, które kiedyś znalazłam w sieci- pięknie pokolorowanego papierosa, dzisiaj postanowiłam utworzyć swoje dzieło
Wiecie, te wszystkie źródła zstępujące, feny, trzęsienia ziemi, tsunami, iłły, wybrzeża dalmatyńskie- to wszystko tak twórczo nastraja
No więc Tosia wzięła flamasterki, papieroska- 8 złotych za niego dałam cholera! no i za 19 jego kolegów w sumie.
Efekty widać poniżej. Kocham piątki.
Nastrój zawsze jest wtedy najlepszy
składniki zebrane. co z tego wyszło zatem?
ogólnie stwierdziłam, że malowanie po tych fajkach to dobry sposób na rozróżnianie dwóch pierwszych, wkładanych przez właścicieli zwykle łebkami do dołu: jeden na szczeście, drugi na dobry seks. bo potem, jak sie pali, to w końcu nie wiesz, czy palisz teg na szczęście, czy na seks
takim miłym wpisem witam weekend.
retro dreams.
mała dziewczynka się zmieniła. zaczęłam marzyć, zaczęłam wcielać te marzenia w życie. niedługo Warszawa już nie będzie na mnie patrzeć. przeprowadzę się i będę mieć z głowy ten cały szum. tych wszystkich ludzi.
zaczęłam w końcu myśleć trochę inaczej. więcej empatii we mnie zamieszkało /”to taka zupa z Azji?”
/. tak. znów sobie przypominam, jak byłeś blisko. aż czuje Twój oddech na wnętrzu swojej dłoni, na policzku.
ciężko jest wstawać bez Ciebie, ta kawa nie smakuje tak dobrze, jak pije ją sama. całe moje życie ostatnio to tęsknota i odliczanie. matematyka jednak się przydała w życiu chociaż raz.
jestem zazdrosna, ale jednocześnie zaczęłam nad tym panować. jestem szczęśliwa, tak, jak nigdy chyba nie byłam. dajesz mi to wszystko, czego mi brakowało od zawsze. wiesz, gdzieś zawsze coś siedzi w Tobie i przypomina o sobie. jak jestem teraz z Toba… czuję się spełniona w 100%. Jestem najwydajniejszą osobą na świecie. Dajesz mi inspirację, pozwalasz mi się rozwijać i jeszcze mi w tym pomagasz…
Ostatnio jestem cholernie nudna. Umiem gadać tylko o Tobie Radku
moje odbicie w laptopie cholera prezentuje się całkiem nieźle.
będzie dobrze. będzie. musi być. żyję dla Ciebie.
lubię ten mój wzrok, chyba najbardziej odzwierciedla mój charakter.
ostatnio nie mam czasu na nic, ledwo znajduję czas na to aby chociaż przez 30 minut porobić coś innego niż myślenie o maturze bądź o Tobie.
“nie słucham radia, nie włączam neta, nie czytam gazet- wypełniasz mnie całego Kochanie” mam teraz dokładnie to samo.
dzisiaj chyba będzie druga porcja mleka z miodem. i brzuszki…
takie tam wieczorne wylewanie tęsknot po kilkugodzinnej rozmowie z Tobą. mam nadzieję, że doszedłeś do tego momentu Kochanie
już liczę dni to Krakowa. potem będę liczyć dni do matury, potem do Twojego przyjazdu a potem tylko 3 tygodnie i jadę już do Ciebie… a możliwe, że już na zawsze mój Ukochany.
i na dobranoc się żegnam z Państwem. do jutra. a może do czwartku albo i do weekendu. się zobaczy.
ach. i tak dla odmiany- autoportretem się pożegnam
dzisiaj taka próżno tęskniąca notka.
przed i po.
ah. leżakowanie przed świetami mi to choróbsko zapewniło. jednak w sobotę i tak się zwlekłam i zaczęłam pomagać bo po prostu było mi głupio. leżenie w łóżku, jak nie miałam gorączki było dla mnie stratą czasu. tylko gorzej było, jak trzeba było funkcjonować- zawroty głowy i ogólne osłabienie organizmu utrudniały pomaganie w czymkolwiek. ale byłam dzielna i się nie dałam
poza tym stanie z mamą w kuchni i plotkowanie przy przygotowaniu dobrych rzeczy do jedzenia- bezcenne
wieczorem jednak obiecany spoczynek w mojej cudownej oazie
miałam po prostu chyba wszystko dookoła siebie. serek, który stał pół dnia i czekał aż w końcu go zjem- nie doczekał się, pies był szybszy. gdzieś tam jeszcze książka w łóżku, laptop, telefon- cały czas muszę go mieć gdzieś przy sobie. lubię te moje leniwe wieczory, które spędzam na rozmowach z R. , kiedy zamykam drzwi- otwieram za to jakąś książkę. i choć na chwilę zapominam o wszystkim, o tym, co muszę, co trzeba, co powinnam, co będzie, jak zrobić to, tamto i jeszcze jedno. po prostu przestaje myśleć i się odprężam. mało mam takich wieczorów, poza tym teraz, jak byłam chora wyrobiłam chyba limit na najbliższe dwa miesiące. matura coraz bliżej cholera.
taki składak marzeń. lubię się bawić cieniem.
tu link do większej wersji. http://ivre.files.wordpress.com/2008/03/skladak.jpg
kurcze. tak cholernie ostatnio lubię po prostu tonąć w marzeniach. kładę się wtey na łóżku i mrużę oczy, patrzę się na te rybki i płynę. jest tak fajnie lekko. czasami się czuję, jakbym była pijana. chciałabym już cieszyć się tym wszystkim z Tobą.
-just a little bit-
czasami się zastanawiam gdzie podziała się ta moja linia. dzieląca cały świat, na ten mój i na ten, do którego w życiu bym nie weszła. coś się poprzesuwało. cały czas wydaje mi się, że chyba idę w dobrym kierunku. tylko czasami tak… szybki shot, jedna myśl- a może to jednak powinno wyglądać wszystko inaczej? jak na razie jestem jednej rzeczy, a raczej jednej i tysiąca innych, które się łączą z tą jedną właśnie rzeczą pewna. I tego się będę trzymać. Trafiłam w samą dziesiątkę. Jakimś cudem wygrałam całe swoje prywatne życie całkiem za darmo- i właśnie to sprawia, że jestem szczęśliwsza.
kilka zdjęć z pewnego bardzo słonecznego spaceru, nie powiem- po nieprzespanej nocy, pełnej łez, zazdrości i oczekiwania- nie umiałam i chyba nawet nie chciałam zrobić nic kreatywnego. cieszyłam się słońcem wtedy tak bardzo, a poza tym rozmowy telefoniczne. muzyka. i po telefonie od R. od razu lepiej.
hm i na dobry koniec, bądź początek.
“ Just a little bit stronger
Just a little bit wiser
Just a little less needy
And maybe I’d get there.
Just a little bit pretty
Just a little more aware
Just a little bit thinner
And maybe I’d get there…”
kurcze, kocham tą piosenkę.
yhym. odlecieć. w sobie samej. more opium Garcon!
kurcze. jaka ja jestem z Tobą szczęśliwa…
tęsknota pożera mnie.
nawet sobie nie wyobrażasz jak przeraźliwe zimno czuję, jakie to wszystko jest bez znaczenia, jak Ciebie tu nie ma. nie potrafię się cieszyć niczym. i jeszcze ten cholerny śnieg.
w życiu chyba nie czułam się tak zawieszona, żyję od spotkania do spotkania z Tobą.
brakuje mi tego Twojego oddechu.
to, że jesteś daleko wcale mi nie pomaga wyzdrowieć, wiesz?
chyba jest nawet jeszcze gorzej. zamazuje mi się rzeczywistość. babciu babciu, czemu masz taki duży obiektyw?
leki lekami. wiesz,że to nie pomaga.
Kapsel kradnie mi sen. ja w nocy budzę się cała zziębnięta, stęskniona.
mi brakuje ciepła. zamarzają mi stopy, czekam tylko na Twoje sygnały. i płacze wieczorem.
wróć po mnie.
dziwnie to wszystko się układa.
jakoś zwykle przypominam sobie o tym blogu, jak jestem chora i mam sporo czasu aby coś tu wykombinować.
w końcu zabrałam się za jakieś porządki tutaj. zarosło wszystko gęstym bluszczem cholera.
w życiu zmieniło mi się wszystko. począwszy od mojego wyglądu, poglądu na parę spraw, idąc przez mini remont mojego pokoju -tak wciąż nie kupiłam jeszcze nowego dywanu ani zasłonek, w moim życiu pojawił się też zupełnie inny mężczyzna a sytuacja w szkole i ze znajomymi odwróciła się o 180 stopni. Nie wyobrażam sobie teraz tego wszystkiego opisywać, może kiedyś zrobię jakąś retrospekcje.
jak na razie angina, z którą miałam przyjemność na początku grudnia powróciła- mam nadzieję, że tym razem przynajmniej nie będzie to trwało tyle czasu, co wtedy. Powinnam teraz siedzieć i się uczyć do matury a nie co 2-3 godziny brać nowe środki przeciwbólowe. Czekam aż to się skończy.
Abyście nie zapomnieli, jak wyglądam
/Rafał się uczył robić zdjęcia- szło mu dość, ekhm. opornie.
kolorowe to moje uzależnienie od autoportretów. próżna jak cholera jestem
/
Poza tym to ostatnio na wszystko patrze przez pryzmat laptopa. Mam odruchy wymiotne, jak muszę go włączać. Niestety- praca z polskiego sama się nie napisze. No i zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia
Kapsel za to korzysta z tego, że ja nie mam czasu na sen i wysypia się za mnie na moim własnym łóżku
No i jak mówiłam. Laptopowe tęskniące spojrzenia za okno.
A i tak wszystko, co robię, robię z myślą o tym najlepszym :*
No i z Rafałem byliśmy na zdjęciach. Jakiś pies go obszczekał za wszystkie czasy, bo nie lubi ludzi ubranych na czarno. Myślałam, że zemdleje ze śmiechu.
No i nawet pierwszego śpiewającego ptaszka zobaczyliśmy z Rafałem. W sumie nie wiem, czy to ten śpiewał, ale udało się go złapać.
Obiektywem, nie męczyliśmy ptaszków- serio
I na koniec pożegnamy się dość pozytywnym zdjęciem Rafała
Jak jemu się robi zdjęcia to więcej czasu się przegada i wysłucha jego opowieści niż zrobi coś kreatywnego. Dodatkowo non stop się śmiejemy, więc jak u pracować?
No nie da się.





















































