Archiwum dla kwiecień 2007
teraz naprawdę.
tak. już teraz od dziś.
sama chodzę po mieście. i płaczę cholernie.
kurwa.
sam/a/.o.t/o/n-i-e.
ta pustka między nami, te ciche spotkania, Twoje łzy, moje spojrzenia. to, co było kiedyś bije w dzwon, aby nas obudzić z tego letargu. abyśmy ocknęli się w końcu. wrócili do tego, co jest.
ale tak nie można. oboje wiemy, jak jest. oboje oddaliliśmy od siebie się na tyle, że bliżej nam do innych niż do siebie. nasze łzy w tym nie pomogą. zresztą to i tak przeze mnie. przez moje wątpliwości. przez zabawy w kotka i myszke, gdy nie wiedziałam czego chce.
zabijałam bardzo powoli nasze uczucie. to, że mówimy, że kochamy, nie musi tego oznaczać, prawda? /oh, Boże. jakie to wszystko jest chujowe. to wcale nie tak…/
już czuję pustkę, “we dwoje raźniej”. codziennie płaczę. bo odszedłeś, pomimo, że to ja odeszłam. tak wewnętrznie się rozstaliśmy. boję się spotkań z Tobą, bo zawsze są przepełnione smutkiem i żalem. jakimiś wyrzutami z Twoich oczu. Zabrałam Ci coś. I już nigdy nie oddam, bo jest to nie do zrobienia… Budzę się codziennie i wiem, że powinniśmy to zakończyć. A jednak trwamy tak. Bezsensu. Te wszystkie rozmowy sprawiają nam tylko ból.

musimy. muszę. musisz. podjąć kiedyś tą decyzję.

na.na.na.
no ostatnio coraz lepiej, cieplej, bliżej się robi. mam mocno zagospodarowany czas, wiec nie mam nawet chwili na dołowanie się. ah, jak ja kocham się uśmiechać i cieszyć
non stop jestem niewyspana, przeszłam na dietę i rower wyciągnęłam na światło dzienne. trzeba o siebie zadbać, póki czas
jeszcze tylko 3 dni i weekend majowy w końcu. 11 dni robienia tylko tego na co ma się ochotę. spanie, rower, fotografia, francuski. mrrrru.

niedziela.
mocno psychiczna ta niedziela była. godzina zdjęć, potem kurczaki i miłe miłe popołudnie.


takie troche jak alicja w krainie czarów. bardzo mi się ten motyw spodobał.


tutaj chyba najwięcej się śmiałyśmy. nasepnym razem idę z kimś bo żadnych backstagow nie porobiłam cholera. miejsca na karcie mi nie starczyło.




zadowolona cholernie jestem z tej sesji. pomimo, że modelka po imprezie, ja z lekkim nastawieniem: chce do domu. Było b. dobrze.
zmęczona jestem, najchętniej położyłabym się spać i koniec. a tu jeszcze tyyyle roboty.
wcześnie rano.
oh boże, boże, jak ja nie lubie tak wcześnie wstawać. po dzisiejszym dniu jestem tak padnieta, że nawet nie mam siły wyłączyć tego komputera. Więc zaczęłam obrabiać fotki z dzisiaj. Jak zwykle niezadowolona tak do końca. Może jakies 5-6 mi się podoba. I w dodatku lakier mi odprysl z dwóch -już!!!- paznokci. Wczoraj malowane. Tak precyzyjnie cholernie.
Kupiłam sobie buty przeprzeprzepiękne. Na pewno zrobię zdjęcie niedługo. Kokardkę mają i są moje takie. Ale na szpile nadal choruję. I kupie je sobie w końcu, jak tylko znajdę swój rozmiar
Jutro od rana też znów bieganie, sesja, miłosne uniesienia potem.
I od poniedziałku do szkoły na tydzień. Potem weekend majowy.
“już za rok matura” wolałabym już w tym roku je pense.
kilka fot próbnych takich i backstegowych troche

w czasie, gdy ja myślałam jak Bytkę z tymi gołębiami zapoznać to się dowiedziałam, że ona się ich panicznie boi. Do tamtej pory zdążyłyśmy już kilka fot z nimi cyknąć. Dzielna Kasia




tak sobie na czarno biało w sumie jeszcze dałyśmy
jutro znow sesja w parku saskim. Tym razem z Kasią-Wiktorem potocznie nazywaną.
w żółtych spodniach
:D:D
pleurer.
ostatnio jest naprawdę niedobrze. wszystko mi się wysypuje z rąk. jest źle i obrzydliwie.
nie wiem już gdzie powinnam przejść aby było lepiej, codziennie robię sobie jakiś rachunek dnia. zastanawiam się, co stanie się następnego. nie mam w sumie powodów do uśmiechania się, cholerny zapierdol w szkole, związek, który się sypie, przyjaciele, którzy tylko udają, że nimi są a tak naprawdę nie mają dla mnie czasu.
no cóż. nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe. w weekend dwie sesje w weekend majowy może jakieś 3 się uda zrobić.
staram się być pogodna. kurwa. staram się cholernie.





beznadzieja kurewska jest.
sal.las.foto.
oh boze. Julia to niesamowita kobieta, która ma jakieś nie odkryte jeszcze złoża energii w sobie chyba
Przegonila mnie na piechote taki kawał, że potem chodzić nie mogłam po mieszkaniu nawet.
z fotek byłabym bardziej zadowolona, gdybym miała sprzęt, z którym mogę zrobić coś więcej. Czuję się ograniczana przez tą pieprzoną cyfrówkę .tfutfutfu bo jeszcze się zepsuje. Ah. Ale z Julką jest naprawdę przecudownie gdzieś się umawiać. Jest tak otwartą, wesołą kobietką, że aż miło.


backstage’ow jeszcze nie przejrzałam
ogólnie ostatnio mam sporo roboty bo moj kolega robi mi portfolio i przeglądam wszystkie swoje foty i wybieram, przebieram, któe umieścić na stronie. To jeszcze troche potrwa.
Już niedługo weekend majowy. W końcu trochę odpocznę i może zastanowię się nad swoim życiem, czy to wszystko, co robię ma jakiś sens. Czy to oszukiwanie się codziennie od nowa ma sens…
piechupiechu.
Wczoraj, po imprezie trzeba było odetchnąć świeżym powietrzem. Wybraliśmy się z Pawłem do lasu. Po całej wyprawie nogi mi do tyłka weszły i wyszły i jeszcze raz weszły. Ale jakoś do domu dotarłam. Ah no i pierwsze zdjecie to taka troche inna sklejka niz byla na digu.

tak, to ania. ona na kazdym zdjeciu wyglada inaczej
no i teraz wyprawa do lasu. aaah. az mi sie zal zrobilo, ze dzis czeka na mnie tyle obowiazkow.


Paweł się na coś tam przymierzał, ale nie wiem w końcu czy coś cyknął

mowiac szczerze to nie wiedziałam, ze moj aparat łapie takie promienie piękne. jak to zobaczyłam to mnie lekko zagięło

moje piekne nogi. aaah
no cóż. trzeba wracać do obowiązków. damn.
jump. jump.
je.je.je. właśnie tak. wróciłam z imprezy roku moi kochani. było prze-świetnie. rewelacyjnie. fantastycznie.cała nasza śmietanka towarzyska, trochę alkoholu. bardzo dużo muzyki i kanapek zioła. pluje sobie w brodę, że nie wzięłam tego aparatu ze sobą. chociaż nie wiem, czy to byłoby bezpieczne wracać po nocy nocnym autobusem numer 602 wraz z 25 pijakami, 1 aparatem, 1 Pawłem, który bardziej interesował się tym, co będzie ze mną robić, jak już dojedziemy do domu niż tym, kto i gdzie koło nas stoi. No a ja byłam już wstawiona i dużo się śmiałam.
no ale żałuję tych fot, które mogłam zrobić. bytka 2 razy leżąca w przedpokoju bo cały czas sie na zakrętach nie wyrabiała. Darek tańczący jak Michael Jackson, Ania, która prawie wypadła z okna, Karolina tańcząca najżywiej ze wszystkich. Skąd ona bierze tyle siły!
o 22 rozmowa na schodach z francuskim m. Pyśka i jej telefon, który nagle umarł.
No można by było wymieniać tak jeszcze pewnie ze 2 godziny. Dzisiaj idę z Pawłem na spacer do lasu, więc cyknę coś tam sobie. W poniedziałek sesja z Julką, w sobote z Bytką, w niedziele z Wiktorką. A w weekend majowy z Rudą Olką! aaaah! no i jeszcze jakieś dwie panny z tej imprezy chciały foty. we’ll see.
ostatnio od metra roboty mam. w szkole przyśpieszyli obroty bo niedługo matury i przepada nam mnóstwo zajęć, a przecież za rok to już my! będziemy pisać ta magiczną maturę. /nie denerwujemy się jeszcze. o nie./ potem Seb. wpada do Polski na troche może jakaś profesjonalna sesja się trafi. No i 1 lipca na 5 tygodni do Belgii. Ciekawe, co do tego czasu zmieni się w moim życiu. Bo ostatnio taka karuzela, że aż boję się powoli, co będzie dalej.
budzik.
każdego dnia budzi mnie ta piosenka:
i za każdym razem mam ochotę wejść pod tą kołdrę jeszcze głębiej, bardziej, cieplej, bardziej do Ciebie francuzie.
Tak.tak. zawsze z Tobą rano tak było. Słyszałam, chowałam się. Wychodziłam po chwili.
ale mam ostatnio przesrany humor. naprawdę się staram. słucham dobrej muzyki, przy której non stop ryczę. tak. wiem.wiem.wiem. idiotka. powinniście mi zabrać tego Toma Waitsa.
A jak już jesteśmy przy tej muzyczce, to macie jeszcze Króla Lwa
:D:D